Nagi bruk

Stefan Żeromski - "Nagi bruk" - czytanki.pl

Stefan Żeromski

Nagi bruk

 

Rozwarła się wielka brama… Z głębi murów olbrzymich, zadymionych sadzą, wyszedł na ulicę wielki ludzki tłum. Wyszedł od razu, wywalił się jak bryła. Powiewała nad nim czerwona chorągiew, płótno we krwi zmaczane.

Proste drzewo tkwi w jakowychś dłoniach wyschniętych, sękatych, z czarnymi pazurami. Zdawało się, że dłonie te to szpony ptasie, co pochwyciły i trzymają zdobyty łup. Poniżej dłoni widać było na suchych gnatach dwa brudne mankiety z ordynarnymi spinkami. Dolny brzeg i koniec czerwonego płótna lewą ręką unosiła ku górze kobieta obwiązana chustką wełnianą. Na prawej ręce dźwigała niemowlę, którego główka wyłaniająca się z chusty matczynej tkwiła ponad odkrytymi głowami.

Wokół sztandaru tłoczyły się w pośpiesznym marszu figury sczerniałe, rude, pożółkłe, ludzie o skórze lic tęgo wydębionej dymem, kwasami, sadzą i smrodem. Szli mężowie o oczach doskonale wyźganych pracowitymi igłami porządnej pracy, o trzewiach wyżartych od chorób, o nerwach, których szaleństwo ucisza wódka. Wszyscy byli odziani w tandetne miejskie gałgany, kupione w sklepach starzyzny. Ich tużurki, marynarki, żakiety, riding-coaty były gałgańskim naśladowaniem odzieży ludzkiej, podobnie jak ich głowy, złupione przez pracę, obrzydłe od biedy, spotniałe od trudu, były karykaturą kształtu ludzkiego.

Skoro się pojawili w ludnej ulicy, gdy na jej tle bezbarwnym zakwitł krwawy kwiat, ludzie normalni, „obywatele”, zaczęli pomykać na prawo i na lewo, w tył i naprzód. Jedni zapadali w bramy tak momentalnie, jak znika widmo starego Hamleta w teatrze; inni sunęli wzdłuż murów niepodobni do samych siebie, na obraz cieniów latarni czarnoksięskiej. Byli tacy, co stawali nieruchomo pod murem, z zamrużonymi oczami i wciągniętym w płuca oddechem, jak gdyby w oczekiwaniu, że ściana się rozstąpi, pochłonie ich i wybawi.

Dookoła idącego zastępu zotoczyła się pusta sfera powietrza. Szli sami. I sami naturalną siłą tworzyli ze siebie krąg coraz bardziej spoisty. Kiedy niekiedy i z tego kręgu odpadał człowiek. Jak pacyna urwana od wirującej bryły leciał po linii stycznej i ginął w zaułku, nikł w bramie, ogarnięty przez litościwe objęcie, przez macierzyste łono muru. Maszerujący dalej ściskali się korpusami ciał coraz szczelniej, coraz mocniej, coraz bardziej. Wsparli się ramiony i szukali podniety w ich dreszczu.

Bicie serc stało się jedno.

Pieśń o czerwonym sztandarze zlatywała z ich warg zdrętwiałych i rwała się raz w raz. Co ją ze zduszonej piersi wysiepali jak obosieczny miecz — co wyrzucili strofę spomiędzy zwartych zębów, to się nagle rozsypała, jak lotny piach, w luźne wyrazy, w tony i dźwięki…

Odkrywaj dalej

Więcej z działu „Dla dorosłych”

Zobacz wszystkie: Dla dorosłych →

Polecane wpisy

Zagadka o jeżu

Ma na grzbiecie ostre igły, w liściach się ukrywa. Gdy się kogoś przestraszy, w kolczastą kulkę się zwija.   Odpowiedź: Jeż

Zagadka o wiewiórce

Skacze po gałęziach, ma rudy ogonek. Na zimę w dziupli gromadzi mnóstwo orzeszków.   Odpowiedź: Wiewiórka

Zagadka o wilku

Watahy pilnuje, po gęstym lesie biega. Nocą do księżyca głośno wyć mu się zdarza.   Odpowiedź: Wilk

Zagadka o niedźwiedziu

Duży i potężny, bardzo lubi miód. Zimą śpi w gawrze, nie straszny mu lód.   Odpowiedź: Niedźwiedź / Miś

Zagadka o lisie

Ma rudą kitę, sprytnie w lesie przemyka. Czasem z kurnika smaczną kurkę porywa.   Odpowiedź: Lis

Zagadka o bocianie

Ma długie, czerwone nogi, wiosną do nas wraca. Łapanie żab na łące to jego główna praca.   Odpowiedź: Bocian

Zagadka o żabie

Zielona, nieduża, w stawie chętnie pływa. Wieczorami głośno rechocze, gdy deszczu przybywa.   Odpowiedź: Żaba

Zagadka o myszy

Malutka, szara, długi ogon ma. Gdy tylko ujrzy kota, do norki szybko gna.   Odpowiedź: Mysz

Zagadka o kaczce

Pływa po stawie, głośno kwacze z rana. Chodzi po trawie śmiesznie rozbujana.   Odpowiedź: Kaczka

Zagadka o kozie

Ma bródkę i różki, lubi skubać liście. Zjada świeżą trawę i kapustę oczywiście.   Odpowiedź: Koza