W witrynie zakładu pana Antoniego wisiały zegary pokazujące różne godziny. Jedne spieszyły się o trzy minuty, inne zatrzymywały tuż przed południem, a największy zegar z kukułką od lat wskazywał piątą siedemnaście. Klienci pytali, dlaczego właściciel nie zrobi z tym porządku. Odpowiadał zawsze: — Bo nie wszystkie tu przyszły, żeby chodzić.
Pewnego dnia do warsztatu weszła kobieta z niewielkim budzikiem. Mechanizm działał, ale wskazówki nie chciały się poruszyć. — Należał do mojej matki — wyjaśniła. — Zatrzymał się w dniu jej śmierci. Nie wiem, czy mam go naprawiać. Antoni poprosił, żeby opowiedziała, jak budzik znalazł się w rodzinie.
Kobieta mówiła o porankach, o kuchni rozświetlonej zimą i o matce, która zawsze wstawała pierwsza. Nie płakała. Od lat opowiadała tę historię tak, jakby zdawała sprawozdanie. Gdy skończyła, Antoni otworzył tylną pokrywę i pokazał jej maleńką sprężynę. — Zegar można uruchomić — powiedział. — Pytanie, co będzie dla pani ważniejsze: żeby odmierzał czas czy żeby go przypominał.
Kobieta zostawiła budzik na tydzień. Wróciła w piątek i poprosiła, aby mechanizm naprawić, ale zachować starą tarczę z rysą nad czwórką. Antoni wykonał pracę dokładnie, choć wymagała więcej czasu, niż wynosiła cena usługi.
Kiedy odbierała zegar, usłyszała równy, cichy tykot. — Myślałam, że jeśli znów ruszy, stracę ostatnią rzecz, która zatrzymała się razem z nią — przyznała. Antoni zapakował budzik w papier. — Przedmioty nie muszą być pomnikami. Mogą dalej nam towarzyszyć.
Tamtego wieczoru Antoni po raz pierwszy od lat nakręcił zegar z kukułką. Następnego ranka ptak wyskoczył z drzwiczek i zakukał dwa razy za wcześnie. Zegarmistrz roześmiał się głośno. Nie poprawił wskazówek. Uznał, że jeszcze jedna niedoskonała godzina nikomu nie zaszkodzi.
Odkrywaj dalej
Więcej z działu „Dla dorosłych”
- Cisza po niedzielnym obiedzie
- Ostatnie światło w kamienicy
- Kawiarnia na końcu listopada
- List, który przyszedł dwadzieścia lat za późno
- Legenda o „bracie leśnym”
- Nagi bruk

