Duchy

by Katarzyna Jerzykowska

Artur Oppman

Duchy

Czasem, kiedy samotny w Starem Mieście chodzę,
Zwłaszcza w godzinę zmierzchu pół srebrną, pół ciemną,
Zda mi się: ktoś znienacka stanął na mej drodze,
Jakby mnie chciał zatrzymać i poszeptać ze mną.

Rynek się melancholją wypełnia rozlewną,
Jakby wszystkich łez skrytych spływał deszcz nawalny,
Wkrąg nie widzę nikogo, ale wiem na pewno,
Że jest tu ktoś istotny, chociaż niewidzialny.

Kiedy w własnej mej duszy zatopiony hymnie,
Dumam w starej katedry tęczowym zakątku,
Zmysłem serca wyczuty, duch usiada przy mnie,
Który będzie na końcu i był na początku.

Pod kamienną podłogą próchnieją szkielety,
Tak, jak życie, z dnia na dzień, czyni nas popiołem, —
Nie wiem, kim jesteś, duchu, ale myśl poety
Czuje, żeś był człowiekiem, a jesteś aniołem.

Gdy cichego zaułka każde załamanie
Malują fantastycznie księżycowe smugi,
Na średniowiecznych murów osrebrzonej ścianie,
Obok mojego cienia spostrzegam cień drugi.

Językiem dawno zmarłych gada głaz za głazem,
Skrywane tajemnice zwierzając wzajemnie, —
I tak w pustych ulicach wędrujemy razem
I rozumiem, że tamten chce, by przeszedł we mnie.

Niekiedy, w jasnowidztwa minutę najrzadszą,
Zjawia mi się, wezwany, ten, którego żądam,
A przechodzący ludzie ze zdziwieniem patrzą,
Kogo słucham, na kogo tak chciwie spoglądam.

Ja go znam z nocy natchnień, która grób porusza
I zetlałą garść prochu robi życia zdrojem,
Gdy mi mówi o sobie jakaś wielka dusza,
Przywołana na ziemię uwielbieniem mojem.

Tak mi się w cud zamienia czujny obowiązek,
W którym z żywych kamieni krzesać iskry muszę
I gdyby nie ten bratni z zaświatami związek,
Tobym spalił swe serce i odskrzydlił duszę.

Dlategom przeciw ziemi w nieustannym buncie
I szamotam się z życiem, jak ptak za kratami,
Pozornie tylko żyję pośród was, a w gruncie
Od duchów do was mówię, i jestem z duchami.

Może spodobają Ci się również: