Hołubek

Stanisław Grochowski - "Hołubek" - czytanki.pl

Stanisław Grochowski

Hołubek

Umyśle mój, kędy zmierzasz,
Którym wiatrom żaglów zwierzasz?
Zajrząc Hołubka mogile,
O nim śpiewam tej to chwile,
Żołnierzom go na wzór stawię,
Uszy ich nieco zabawię;
Niech im Hołubkowe sprawy
Drogę skazują do sławy.
Odpuśćcie, umarli, proszę,
Hołubka od was wynoszę:
Nie ma ten nic z umarłemi,
Który brzmi sławą na ziemi.

Hołubku niewysłowiony,
Pod Byczyną postrzelony,
Miej ten dank między mężnymi,
Dla ojczyzny poległymi:
Zabit-eś, lecz nie zabita
Sława twoja się rozkwita,
Która, póki świata, nigdy
Od czasu nie uzna krzywdy.
Odleciałeś towarzystwa
I rycerskiego myślistwa,
Krew ojczyźnie ofiarując,
Gardłem wolność zastępując.
Ale i śmiertelne skrzydła,
Był czas, gdy nie znały sidła,
A gdzieś pióro ronił z siebie,
Tam wnet było po potrzebie.
Pióra były strzały one
I kule nieuchronione;
Paznokty ani gryffowe,
Tak ostre szable gotowe.
Twe półhaki, twe rusznice,
By ogromne łyskawice,
Strach przed sobą prowadziły,
A z Niemców trupy czyniły.
Same u Rabsztyna skały,
Zdumiawszy się, oglądały
Dzielnych Kozaków twych rotę
I krwawą rąk ich robotę.
Tam łup nieoszacowany
Rycerskim dziełem dostany,
Jako orzeł między ptaki,
Miotałeś między junaki.
Widząc nieprzyjaciel twoję
I silną, i dzielną zbroję,
Przewabiał cię z gołębińca,
Roty potężnej hodyńca;
Lecz-eś odmawiał w te słowa:
„Próżna to, Niemcy, namowa,
Darmo tu zdradziec patrzacie,
Już wszystkich u siebie macie”.
Tak mówił mąż zawołany,
Miłością cnoty pijany,
Drugi słowieński Scewola,
Kozak sarmackiego pola.
A potem, w sławnej potrzebie,
Na czoło stawił sam siebie;
Tamże pięknej sławy syty,
Upadł z półhaku zabity.
Nie tak traci swej ozdoby
Ciało zemdlone z choroby:
Jako w ten czas siły zbyła
Rota, gdy wodza straciła.
Tak się rozprasza nierado,
Kiedy wodza zbędzie, stado;
Idzie, powiesiwszy rogi,
Różnym torem w błędne drogi.
Hołubku, sławny rycerzu,
Póki żywioły w przymierzu
I dokąd słońce na niebie,
Nie przepomnią w Polszcze ciebie.
Tej dzielności w on wiek złoty,
Zarzuciwszy swe pieszczoty,
Pilnowali ludzie młodzi.
Za takim dziłem cześć chodzi.
Taką pracowitą cnotą
Polska młódź kiedyś z ochotą
Brzegi swe, przez mężne boje,
Wiedli pod morza oboje.

Polecane wpisy

Trafiło się ślepej kurze ziarno.

Trafiło się ślepej kurze ziarno.

Tonący brzytwy się chwyta.

Tonący brzytwy się chwyta.

Święta, święta i po świętach.

Święta, święta i po świętach.

Szukajcie, a znajdziecie.

Szukajcie, a znajdziecie.

Szewc bez butów chodzi.

Szewc bez butów chodzi.

Strach ma wielkie oczy.

Strach ma wielkie oczy.

Stara miłość nie rdzewieje.

Stara miłość nie rdzewieje.