Jaś nie doczekał

Maria Konopnicka - "Jaś nie doczekał" - czytanki.pl

Maria Konopnicka

Jaś nie doczekał

W ubogiej izbie gość zjawił się błogi:

Słoneczny promień wiosenny, majowy!

Wszedł przez okienko z szybami drobnemi

I jasnym snopem rzucił się po ziemi,

Jak złota strzała padł na stół sosnowy,

Na deski starej, spaczonej podłogi,

Na tapczan nędzny, zasłany barłogiem,

Na komin pusty, zimny, bez ogniska,

Na obraz, który jaskrawie wybłyska

Złocistą glorią w poddaszu nędzarza,

Tak, jakby mógł Ten, co biednych jest Bogiem

I miłosierdziem, i smutnych odwagą,

Gromadzić skarby u swego ołtarza

I stać w purpury blaskach i kamieni,

Gdy ludzie głodni, nędzni, opuszczeni,

Korząc się przed nim, biją w pierś swą – nagą!

Był to niedzielny poranek wiośniany.

W izbie wyrobnik siedział z zgasłą twarzą

U pociemniałej i wilgotnej ściany,

Po której zamróz kroplami ociekał…

Aż z dum swych ciepłym zbudzony promieniem,

Posłyszał wróble, co na dachu gwarzą;

Spojrzał po izbie okiem smętnem, mgławem,

Potem na jasność tę ożywczą słońca

I szepnął z cichym, stłumionym westchnieniem:

„Jaś nie doczekał!”

I otarł grubej koszuli rękawem

Łzę, co po twarzy toczyła się, drżąca

I taka mętna, i ciężka, i wielka,

Jakby to wody nie była kropelka,

Lecz kamień, który, wyrzucony z duszy,

Padnie w głębiny i ziemię poruszy.

Zima ta ciężka była. Śnieżne duchy

Pomiędzy ziemią latały a niebem,

Białymi skrzydły zakrywszy błękity,

A mroźne wichrów północnych podmuchy

Dreszczem wstrząsały ubogie te ściany,

Wśród których nędzarz tak rzadko jest syty

Twardym i czarnym niedoli swej chlebem;

Tak biedne nosi na grzbiecie łachmany,

Tak ciężko musi pracować na dzieci

Wśród skrzących mrozów i wietrznej zamieci!

Zima ta ciężka była. Na kominie

Ogień nie co dnia rozniecał się lichy,

Nie co dnia ciepłą gotowano strawę.

Ojciec przychodził wieczorem bez siły,

Nie mogąc dźwignąć siekiery ni piły,

I padał spocząć, jak martwy, na ławę…

A Jaś tymczasem, w nędznej koszulinie,

Coraz to bledszy, coraz bardziej cichy,

Na kształt mdlejącej lampy lub pochodni,

Zjadał kęs chleba – i siadał na ziemi,

Patrząc na ojca oczyma smutnemi.

Jak ci, co mówić nie śmią, że są głodni!

Wreszcie z tapczana nie podniósł się wcale,

Ojca witając z daleka – uśmiechem…

Przeląkł się nędzarz, chwycił go w ramiona,

W piersiach mu grały i łkania, i żale…

Noc całą dziecko zagrzewał oddechem,

Bo mu się zdało, że stygnie, że kona…

Modlił się, płakał, o ściany tłukł głowę,

A ściany skrzyły się jak diamentowe…

Bo zima na nie rzuciła płaszcz biały.

Łzy na nich marzły – i jak perły stały.

Rankiem wyrobnik zastawił swą piłę,

Porąbał stołek, rozpalił ognisko,

Przyzwał lekarza. Lekarz, człowiek młody,

Oświadczył, że tu jest powietrze zgniłe,

Że straszna wilgoć ma tutaj siedlisko,

Że dziecku trzeba dać lepsze wygody,

Izbę obszerną, jasną i ogrzaną,

Ciepłe okrycie, a przy tym co rano

Posiłek lekki; pożywny, gorący.

Zapewnił nadto, że jeśli chłopczyna

Wiosny doczeka, to wzmocni go słońce.

Wreszcie oświadczył, że mróz – trzaskający!

I wyszedł. – Ojciec stanął jak zmartwiały,

We drzwi wlepiwszy źrenice błyszczące…

A wiatr tymczasem rozmiatał z komina

Iskry i dymy i w szyby tak siekał,

Jakby brał szturmem tę izbę ubogą.

Blada twarz chłopca zrobiła się sina…

Do ojca sztywne wyciągnął rączęta,

Rzucił się… wargi drobne mu zadrgały…

A śmierć, srebrzystą szatą owinięta,

Wzięła go z sobą tajemniczą drogą…

Promienia słońca Jaś już nie doczekał!

W mogiłce leży i nigdy mu duszy

Żadne już światło nie zbudzi, nie wzruszy…

Nigdy nie wzniesie pogodnych swych powiek

Na wielkie cuda tworzącej przyrody

I nigdy zapał do wiedzy, swobody

Nie drgnie mu w piersi okrzykiem: Tyś człowiek!

Ach, ileż takich mogił jest na ziemi

I jakże smutne są takie mogiły!

Ludzkość żyć winna siłami wszystkiemi,

A nędza co dzień odbiera jej siły…

Ten szereg drobnych grobów wśród cmentarza,

Co myśliciela smętnego przeraża,

To siew bez plonu, rzucony na marno,

Kwiat bez owocu – i stracone ziarno.

Poprzez mogiły, gdzie śpią te dzieciny

W milczeniu śmierci przerażliwem, głuchem,

Ludzkość, uboższa ramieniem i duchem,

Idzie tak wolno, jakby cel się zwlekał!

O bracia, czy w nas wcale nie ma winy,

Że słonka Jaś nie doczekał?

Odkrywaj dalej

Więcej z działu „Wiersze i wierszyki”

Zobacz wszystkie: Wiersze i wierszyki →

Polecane wpisy

Zagadka o książce

Ma kolorową okładkę i bardzo dużo stron. Choć sama nie potrafi mówić, opowiada piękne bajki w twój dom. Odpowiedź: Książka

Zagadka o zegarze

Na tarczy ma wskazówki, chociaż to nie wojownik. Odmierza sekundy, minuty i godziny w twym pokoju. Odpowiedź: Zegar

Zagadka o pociągu

Jeździ po stalowych torach, ma lokomotywę z przodu. Ciągnie długie wagony i nie boi się lodu. Odpowiedź: Pociąg

Zagadka o samochodzie (aucie)

Ma cztery koła i kierownicę, silnik ma pod maską. Tata nim kieruje do pracy jadąc, drogą bardzo płaską. Odpowiedź: Samochód / Auto

Zagadka o rowerze

Ma dwa koła, kierownicę i pedały do kręcenia. Żeby na nim jechać, musisz mieć sporo siły i umienia. Odpowiedź: Rower

Zagadka o ziemniaku

Brązowy i twardy, w ciemnej ziemi rośnie. Gdy zrobisz z niego frytki, zjesz je bardzo radośnie. Odpowiedź: Ziemniak / Kartofel

Zagadka o marchewce

Pomarańczowy korzeń w ziemi, a na górze zielona natka. To ulubiony przysmak każdego zajączka i króliczka. Odpowiedź: Marchewka

Zagadka o truskawce

Kształt serduszka, barwa czerwona, pełno małych pestek ma. Każde dziecko latem bardzo chętnie ją zjada. Odpowiedź: Truskawka

Zagadka o bananie

Żółty owoc w grubej skórce, ma podłużny kształt. Wszystkie małpy w dżungli robią po niego gwałt. Odpowiedź: Banan

Zagadka o gruszce

Kształt ma żarówki, jest słodka i soczysta. Kolor żółty lub zielony z jej pysznego soku tryska. Odpowiedź: Gruszka