Pewnego słonecznego ranka lis Leon wybiegł z nory i odkrył coś okropnego. Za jego ogonem nie ciągnął się cień. Spojrzał w lewo, spojrzał w prawo, podskoczył trzy razy i obiegł najbliższą sosnę. Cień nie pojawił się ani na chwilę.
— Ktoś mi go ukradł! — zawołał Leon. Wiewiórka Tola wychyliła się z dziupli. Zaproponowała, że pomoże w poszukiwaniach. Najpierw zajrzeli pod wielki kamień, potem między korzenie dębu, a nawet do pustego pnia, gdzie zwykle sypiał jeż.
Jeż zapytał, jak dokładnie wygląda zguba. — Jest ciemna, trochę przypomina mnie i zawsze chodzi za mną — wyjaśnił lis. — To trudny przyjaciel — mruknął jeż. — Nigdzie nie może pójść sam. Leon posmutniał, bo przypomniał sobie, że często nie zwracał na cień żadnej uwagi.
Wtedy Tola zauważyła, że nad las nadciągnęła wielka chmura. Zaprowadziła lisa na polanę i poprosiła, by cierpliwie poczekał. Po chwili wiatr przesunął chmurę, a promień słońca padł na rudą kitę. Obok Leona pojawił się długi, znajomy kształt.
Lis ucieszył się tak bardzo, że zaczął skakać. — Więc wcale się nie zgubił! — zawołał. Tola przytaknęła: — Czasem coś znika nam z oczu, ale to nie znaczy, że znika na zawsze. Leon podziękował przyjaciołom i obiecał, że kiedy następnym razem czegoś nie zrozumie, najpierw zapyta, a dopiero potem ogłosi katastrofę.
Wieczorem, gdy słońce zaszło, cień znowu zniknął. Tym razem lis spokojnie ułożył się w norze. Wiedział już, że rano spotkają się ponownie.
Odkrywaj dalej
Więcej z działu „Bajki i baśnie”
- Miś Bruno i pudełko na odwagę
- Zwierzęta Pana i diabła
- O pięknej królewnie-wiedźmie
- Głupi Maciuś
- GARBUCHA
- Boże dary

